

Przypomnimy taką nietypową historię z 2019 roku 🙂
będąc u handlarza, podpisując umowę na kupno bezimiennej klaczy z kulawizną, zobaczyłam kolejnego zwierzaka u tego „człowieka”. Lama. Nie wiem, na co mu lama i do czego tak naprawdę trzyma się takie zwierzęta. Ale u takiego człowieka zwierzak na pewno nie jest bezpieczny.
Ludzki odruch spowodował że od razu ją utuliłam dałam buzi. Ona też odwzajemniła mój odruch. Było to dziwne. Z reguły obce zwierzęta starają się uniknąć kontaktu człowieka, ale nie ona. Powiedziałam handlarzowi, że zrobił to specjalnie ustawiając ją tam uwiązana obok klaczy – nic nie odpowiedział. A co miałam na końcu języka, to już się ugryzłam. Kochani, cena jej życia to 1500 zł. Nie ma kosztów transportu, bo zabrałabym ją razem z klaczą. Uratujmy ją.
Ja siedzę i czytam o opiece nad lamą, bo nie miałam styczności z takim zwierzakiem, mam tylko konie i kozy. Pomóżmy jej. Dałam już jej na imię Zosia.
– —
Tak zaczęła się historia tego sympatycznego zwierzaka, który trafił do azylu. Lama miała krzywe przednie ząbki, wyglądała przekomicznie 😉 W obejściu była miła, raczej na nas nie pluła ;))) mieszkała w boksie z Cindy, potem z kozami, dzień spędzała na padoku z kucykami. Była przyjazna i towarzyska.
Od czasu do czasu wydawała z siebie głośne dźwięki, nawet można by powiedzieć krzyki. Zasięgnełam języka u weterynarzy, i okazało się że lamy są niezwykle stadne, nawołują głośno swoje stado, i mimo towarzystwa innych zwierząt, nie są szczęśliwe w pojedynkę. Tak zapadła decyzja, by szukać lamie odpowiedniego domu i finalnie przenieśliśmy ją do zaprzyjaźnionego stowarzyszenia, w który mieszkały nietypowe zwierzęta (zebry, wielbłąd) i inne lamy. Finalnie lama pojechała do innej fundacji i tam… okazała sie Panem Lamem, dostała na imię Janusz:) Tak wiec nasza Zosia, została Januszem i ma się świetnie mieszkając w stadzie lam!